L-karnityna: anabolik czy spalacz?

L-Karnityna

L-karnitynę znją chyba wszyscy, głównie jako spalacz tłuszczu. Niewielu chyba jednak wie o tym, że jest ona jednocześnie anabolikiem, bo z takich właściwości słynie przede wszystkim kreatyna. Trzeba więc widzieć, że L-karnitynę poczatkowo wykorzystywano jako anabolik a nie jako spalacz tłuszczu. A że potem sława spalacza przyćmiła jej pierwotne zastosowania, dlatego warto dzisiaj o tej kwestii przypomnieć, przywołując przy tym najnowsze badania dowodzące  anabolicznej aktywności L-karnityny.

Anabolik po raz pierwszy

W 1973 roku Engel i Angelini opublikowali po raz pierwszy wyniki badań dotyczących niedoborów L-karnityny w ludzkim organizmie. Wewnątrzustrojowa synteza tego związku jest mało wydajna, więc musi on być uzupełniany z diety. L-karnityna powstaje z lizyny, więc ważny jest udział również i tego aminokwasu w diecie. Na niedobory narażone są głównie wcześniaki i niemowlaki, żywione mieszankami zastępczymi, gdyż organizm uzyskuje pełną sprawność syntezy L-karnityny dopiero po ukończeniu pierwszego roku życia, a w pierwszych miesiącach życia noworodka głównym jej źródłem pozostaje mleko matki (obecnie mieszanki zastępcze rutynowo wzbogacane są L-karnityną). Niedobory pojawiają się również na skutek defektów genetycznych (niedostatku białek zawiadujących jej transportem), niewłaściwego żywienia (np. u wegetarianów), żywienia pozajelitowego lub eliminacyjnego w niektórych chorobach (np. fenyloketonurii), w przebiegu niektórych chorób (np. cukrzycy) i procesów starzenia się organizmu, w efekcie przewlekłych biegunek i stosowania niektórych leków (np. przeciwtrądzikowej isotretinoiny) oraz u chorych poddawanych dializoterapii.

Niedobór odbija się przede wszystkim na tkance mięśniowej. Nic w tym dziwnego, skoro organizm dorosłego człowieka zawiera ok. 20 g L-karnityny, z czego 98% znajduje się w mięśniach. Niedobór L-karnityny prowadzi do miopatii, czyli choroby mięśni, objawiającej się ich osłabieniem i zanikiem. Zanik dotyka tutaj głównie włókien szybkokurczliwych typu IIA, odpowiadających w największej mierze za masę naszych mięśni.

A kiedy już ustalono wszystkie te fakty, na rynku farmaceutycznym pojawiła się L-karnityna, jako środek anaboliczny, przeznaczony głównie do leczenia niektórych postaci miopatii i postępowania substytucyjnego w dializoterapii, wspomagający rozwój fizyczny wcześniaków i niemowląt, poprawiający wykorzystanie białek i przyrost masy ciała u niedożywionych dzieci, polecany również w geriatrii, w celu spowolnienia postępu sarkopenii – związanego z wiekiem osłabienia mięśni i ubytku ich masy.

Przedstawiony powyżej zakres wskazań do stosowania tej substancji ugruntowano oczywiście badaniami – np. takimi, w których podawanie dializowanym chorym 2-4 g L-karnityny przez okres 6-12 miesięcy prowadziło do średnio 7-procentowego przyrostu masy tkanki mięśniowej (Sapagnoli – 1990, Giovenali – 1994).

L-karnityna jako spalacz tłuszczu

W 1957 roku Fritz wykazał w badaniach prowadzonych z użyciem izolowanych komórek wątrobowych, że L-karnityna jest niezbędna do spalania kwasów tłuszczowych. Wtedy też Fraenkel i Friedman postulowali, że związek ten odgrywa znaczącą rolę w metabolizmie lipidów. W 1962. Muller i Kraake potwierdzają tę hipotezę, w badaniach na żywym organizmie i z wykorzystaniem poszczególnych kwasów tłuszczowych. Dzięki pracy Bremera z 1962. i Yue z 1963. dowiedzieliśmy się więcej szczegółów, a wszystko to podsumował Olson w 1966 roku: L-karnityna wiąże kwasy tłuszczowe i wprowadza je w procesy spalania przebiegające w mitochondriach i peroksysomach. Ostatecznie więc bez udziału L-karnityny spalanie tłuszczu jest niemożliwe.

L-Karnityna

Po ustaleniu tych faktów wielu zaczęło myśleć o poza stricte medycznych zastosowaniach dla L-karnityny. Początkowo nie chodziło nawet o wspomaganie redukcji wagi, ale zdolności wysiłkowych w dyscyplinach wytrzymałościowych. Podczas długich wysiłków mięśnie szkieletowe i mięsień sercowy czerpią bowiem energię pochodzącą głównie ze spalania tłuszczu, więc zażywanie L-karnityny, co logiczne, powinno wpływać tu ewidentnie na zwiększenie zdolności wysiłkowych. I wprawdzie zalecenia do stosowania tej substancji przy redukcji tkanki tłuszczowej opierały się najpierw tylko na przesłankach czysto teoretycznych, to właśnie w badaniach z udziałem sportowców potwierdzono bodaj po raz pierwszy jej odtłuszczające właściwości  w odniesieniu do ludzi. Niełatwo dotrzeć do pełnych tekstów oryginalnych prac z lat 80. i 90., niemniej płynące z nich wnioski pojawiają się w niektórych opracowaniach. W literaturze polskojęzycznej zestawił je Zbigniew Bendkowski w 1997 roku: podawanie L-karnityny sportowcom miało zwiększać ich wydolność tlenową i zdolność do wysiłku submaksymalnego oraz oszczędzać glikogen mięśniowy podczas długotrwałej pracy fizycznej. Bentkowski wspomina też badanie, w którym trzymiesięczne podawanie L-karnityny sportowcom doprowadziło do znacznej redukcji tkanki tłuszczowej, pozostając bez wpływu na spadek ogólnej wagi ciała. Potem pojawiło się jeszcze kilka prac, dowodzących odtłuszczającej aktywności L-karnityny, dla którego to powodu do substancji tej przypisano etykietkę „spalacza tłuszczu”.

Stephens podawał w 2013 roku 12 trenującym rekreacyjnie atletom dwa razy dziennie – albo 80 g węglowodanów, albo 80 g węglowodanów plus 2 g winianu L-karnityny. Po zakończeniu 12-tygodniowego eksperymentu okazało się, że atleci z grupy węglowodanowej przybrali średnio 1.8 kg tłuszczu, a utracili 200 g beztłuszczowej masy ciała, czyli głównie tkanki mięśniowej. Natomiast w grupie węglowodanowo-karnitynowej waga tłuszczu ani drgnęła w górę, za to masa mięśniowa wzrosła średnio o 400 gramów. Różnice w gromadzeniu tkanki tłuszczowej wynikały z faktu, że suplementacja L-karnityny, jak zaobserwowali badacze, zwiększa poziom wydatkowania energii i tempo spalania kwasów tłuszczowych. Wniosek z tego prosty: suplementacja L-karnityny hamuje proces gromadzenia tłuszczu w przypadku wysokokalorycznego żywienia bogatowęglowodanowego.

Anabolik po raz drugi

Możemy zatem  wysnuć wniosek, że L-karnityna nie tylko spala tłuszcz, ale działa też anabolicznie. Jest to o tyle ciekawe spostrzeżenie, że wcześniej poruszana kwestia anabolicznej aktywności L-karnityny dotyczyła głównie stanów jej niedoboru, więc trudno było ją dokładnie przełożyć na inne sytuacje, takie jak chociażby wspomaganie rozwoju masy i siły mięśni u sportowców. Powstrzymajmy jednak na chwilę emocje i powróćmy do samych korzeni, gdyż informacje o anabolicznej aktywności L-karnityny pojawiały się już od samego początku prac nad tąl-karnityną.

L-karnitynę odkrył Gulewitsch wspólnie z Krimbergiem, izolując ją w 1905 roku z wyciągu mięsnego Liebiga. Wprawdzie ekstrakt ten otrzymał ostatecznie nazwę od naukowca, który opracował w 1857 roku racjonalną metodę jego otrzymywania, to jednak jego prawdziwymi twórcami z początków dziewiętnastego stulecia byli: Proust i Parmentiera. Zasługa Liebiga polegała jednak tu jeszcze na tym, że możliwie drobiazgowo, jak na tamte czasy, przeanalizował skład wyciągu mięsnego w 1847 roku, ustalając obecność wielu ważnych substancji, w tym wyodrębnionej w 1832. przez Chevereula z wołowiny – kreatyny. Dlatego też  zarówno nazwa kreatyny, jak i karnityny, pochodzi od tego samego słowa – „mięso”, tyle że – albo w wersji grecko-, albo łacińskojęzycznej: „kreas”, „carnis”.

Odkrycie Gulewitscha i Krimberga  zostało całkowicie zignorowane i szybko o nim zapomniano. Kiedy jednak w 1912 roku Kazimierz Funk wyodrębnił z otrąb ryżowych pierwszą witaminę – tiaminę (B1) – światową biochemię ogarnęła histeria poszukiwania kolejnych witamin. W przeciągu następnych kilkudziesięciu lat odkryto wszystkie tego typu związki, akceptowane dotąd przez współczesną naukę. Niemniej, w tamtych latach rozwoju witaminologii, badacze wpadali na ślady rozmaitych substancji skreślanych potem z listy witamin, a niekiedy nawet do końca niezidentyfikowanych.Goetscha zafascynowały np. zwyczaje żywieniowe termitów… Jak ustalił nasz niestrudzony badacz: owady te, oprócz podstawowego menu – drewna, spożywają dodatkowo specjalnie hodowane przez siebie w tym celu drożdże, traktując je jako rodzaj suplementu diety. Autor opisał w 1945 roku cały ten fenomen, dowodząc, że termity znajdują w grzybach pewien unikalny czynnik, nazywany przez jego odkrywcę torulityną lub witaminą T (od nazwy gatunku drożdży: Torula), który oddziałuje również na zwierzęta wyższe oraz ludzi, powodując wzmożone wchłanianie białek i odkładanie ich w tkankach, co dzisiaj nazywamy po prostu aktywnością anaboliczną. Odkrywca ustalił, że nowy czynnik jest biologicznie pokrewny zespołowi witamin B, z uwagi na rozpuszczalność w wodzie i udział w przemianach metabolicznych, chociaż chemicznie jego cząsteczki są bardziej zbliżone do aminokwasów. Nową witaminę zastosowano z dobrymi rezultatami u dystroficznych osesków, noworodków z niedowagą i niedożywionych dzieci, a także u dorosłych – w miastenii (osłabieniu mięśni), w leczeniu rozległych oparzeń i uszkodzeń ciała oraz wyniszczenia mięśni związanego z przebiegiem gruźlicy.

Czy to inspirowani pracami Goetscha, czy przez  przypadek, w 1947 dwaj biochemicy – Fraenkel i Blewatt – badali potrzeby żywieniowe innego drobnego inwentarza – robaków mącznych. W wyniku swoich prac ustalili, że pożywka tych szkodników, poza znanymi już witaminami z grupy B, musi zawierać substancję występującą w przesączu ekstraktu z drożdży. Odkrywcy nazwali ten związek witaminą BT, tyle że dodatkowy znacznik „T” pochodził tutaj od systematycznej nazwy robaka mącznego: Tenebrio molitor. I dopiero pięć lat później, w 1952 roku, Carter ostatecznie ustalił, że ową tajemniczą, „grzybową witaminą” (BT i najprawdopodobniej też T) jest nie inna substancja, jak – odkryta już w 1905 przez Gulewitscha i Krimberga – karnityna.

Ale jedna informacja, pochodząca z wczesnego okresu prac na karnityną, wydaje się w dzisiejszym kontekście szczególnie frapująca: otóż podawanie bardzo wysokich dawek torulityny (zapewne w celu określenia jej ewentualnej toksyczności) oseskom zwierząt doświadczalnych w okresie ssania prowadziło do rozwoju olbrzymich rozmiarów ciała u przychówku, co wskazywało na aktywność naśladującą działanie hormonu wzrostu (GH). Dlaczego zatem nie kontynuowano badań i nie próbowano wykorzystać tych doświadczeń w hodowli czy sporcie…? (Naukowcy pracujący na potrzeby gospodarki hodowlanej powrócili do tych zagadnień po latach, ale o tym – później) Odpowiedź wydaje się prosta: błyskawicznie o sprawie zapomniano, gdyż dosłownie kilka lat później pojawiły się hormony steroidowe i ich pochodne, które na kilka dekad zawładnęły świadomością hodowców i sportowców, i niemal całym rynkiem (legalnym i podziemnym) środków anabolicznych.

Mechanizmy i hormony

Już w latach 90. znaliśmy większość mechanizmów metabolicznej aktywności L-karnityny. Związek ten przede wszystkim, jak wiadomo, zawiaduje transportem kwasów tłuszczowych w kierunku procesów spalania, ale bierze również udział w metabolizmie aminokwasów oraz produkcji acetylocholiny i stabilizuje błony biologiczne. Wszystko to ma znaczenie dla przebiegu procesów anabolicznych, gdyż sprawne spalanie kwasów tłuszczowych dostarcza największych porcji stymulującego syntezę białek ATP, metabolizm aminokwasów jest ważnym ogniwem hipertrofii mięśni w odpowiedzi na przeciążenie mechaniczne, acetylocholina przekłada bodźce nerwowe na skurcze miofibryli, zaś stabilizacja błon biologicznych chroni włókna mięśniowe przez zniszczeniem. Kwasy tłuszczowe gromadzące się w tkankach nie wyspecjalizowanych (tak jak tkanka tłuszczowa) w ich magazynowaniu są toksyczne dla komórek tych tkanek, co nazywamy naukowo: lipotoksycznością. Ponieważ ta sama zasada tyczy się włókien mięśniowych, m.in. dlatego niedobór L-karnityny powoduje zanik mięśni. L-karnityna, wiążąc kwasy tłuszczowe, nie tylko wprowadza je potem w procesy spalania, ale w międzyczasie pozbawia je też toksyczności.

Wydaje się, że ustalona w ubiegłym wieku rola L-karnityny w procesach życiowych – to jedynie „wierzchołek góry lodowej”. Dzięki nowym badaniom poznajemy kolejne mechanizmy, tak samo zresztą, jak w przypadku wspominanej już wyżej kreatyny, znanej długo jedynie ze zdolności do rozwożenia po komórce ATP. Dlatego proponuję przyjrzeć się teraz bliżej relacjom zachodzącym pomiędzy L-karnityną a hormonami anabolicznymi i katabolicznymi, gdyż to pomoże nam nieco pełniej zrozumieć i właściwie ocenić anaboliczny potencjał tej niezwykle ciekawej substancji, najczęściej nie docenianej jeszcze przez sportowców jako środek wspomagający rozwój muskulatury.

Zacznijmy może od relacji L-karnityny z anabolicznym testosteronem i jego antagonistą – katabolicznym kortyzolem, gdyż oba te hormony bodaj najbardziej rozpalają wyobraźnię atletów…

A na początek – ważna informacja: testosteron pobudza produkcję L-karnityny, tak samo jak i kreatyny. Jak ustalił Bohmer już w 1977 roku: podawanie testosteronu prowadzi do wzrostu poziomu L-karnityny w sposób liniowy;, czyli im większa dawka testosteronu – tym większe stężenie L-karnityny.

To dowód, że testosteron potrzebuje tej substancji do swojej akcji anabolicznej. Lecz zależność ta jest ewidentnie obustronna, gdyż  podawanie L-karnityny prowadzi również do wzrostu poziomu testosteronu. Efektu tego dowodzono wielokrotnie, zarówno na zwierzęcym modelu badawczym (Bidzińska – 1993, Shaat – 2006, Mohamed – 2009, Abo-Ghanema – 2012, Ghanbarzadeh – 2013, Salama – 2013), jak również w badaniach z udziałem ochotników. Przyjrzyjmy się bliżej może jedynie tym ostatnim, a szczególnie jednemu z nich – bodaj najciekawszemu, gdyż przeprowadzonemu z udziałem trenujących siłowo atletów:

W 2006 roku Kraemer podawał codziennie młodym, ćwiczącym rekreacyjnie siłaczom – albo 2 g L-karnityny w postaci winianu, albo placebo. Po trzech tygodniach suplementacji, w porównaniu z grupą placebo, poziom testosteronu w grupie karnitynowej był wyższy przed treningiem średnio o 4, zaś po treningu – o 5 procent, natomiast poziom kortyzolu – niższy przed treningiem o 6, zaś po treningu – o 7 procent. (Spadek poziomu kortyzolu u ludzi po suplementacji L-karnityny w postaci acetylo-L-karnityny w badaniach z udziałem starszych wiekowo ochotników obserwowali też: Parnetii w 1990, Gecele w 1991 i Bruno w 1995 roku.)

To jednak jeszcze nie koniec, okazało się, że po trzech tygodniach suplementacji – mięśnie atletów z grupy karnitynowej, w porównaniu z grupą placebo, zawierały o ok. 25% więcej receptorów androgenowych, których stężenie wzrastało o kolejne ok. 25% po treningu i następującym bezpośrednio po nim, płynnym posiłku regeneracyjnym. A nie potrzeba chyba przypominać, że za aktywność testosteronu i jego pochodnych – steroidów anaboliczno-androgennych – odpowiadają receptory androgenowe; im więcej więc tych białek w mięśniach – tym szybszy rozwój i większe rozmiary muskułów.

Jest jeszcze jedno, niezwykle ciekawe badanie, kiedy mówimy o relacjach pomiędzy L-karnityną a testosteronem. Cavallini podzielił w 2004 roku 120 starszych mężczyzn (średnia wieku: 66 lat) na 3 grupy, gdzie pierwsza grupa otrzymywała codziennie przez 6 miesięcy skrobię jako placebo, druga – 160 mg undekanianu testosteronu, zaś trzecia – 4 g L-karnityny w postaci mieszanki propionylo- i acetylo-L-karnityny. Podawanie placebo okazało się oczywiście nieskuteczne, natomiast zarówno testosteron, jak również L-karnityna, znacząco poprawiały funkcje seksualne, samopoczucie i wytrzymałość starszych panów, z tym że L-karnityna oddziaływała znacznie silniej na parametry erekcji.

Należy jedynie ubolewać, że nie wykonano tu przy okazji pomiaru składu ciała. Niemniej możemy podejrzewać, że – skoro L-karnityna zachowuje się generalnie jak mimetyk (naśladowca) testosteronu –

L-Carnitine Drink figa tropical

naśladownictwo to obejmuje również i tkankę mięśniową. Niezwykle ciekawe relacje pomiędzy L-karnityną a kortyzolem obserwowali Alesci i Manoli, publikując wyniki swych prac w 2004 roku. W efekcie tych badań okazało się, że L-karnityna, jak to ujęli autorzy, jest modulatorem receptora glikokortykosteroidowego (GR). Z jednej strony blokuje bowiem wiązanie pochodnych kortyzolu z jego receptorami, z drugiej zaś sama wiąże te receptory, a efekt wiązania jest tutaj zależny od tkanki. W komórkach układu odpornościowego L-karnityna zwiększa np. aktywność transkrypcyjną GR, czyli działa podobnie do kortyzolu, natomiast w komórkach kości prawdopodobnie ją hamuje, gdyż – w przeciwieństwie do kortyzolu obniżającego masę kostną – wpływa pozytywnie na konstytucję tkanki kostnej. I wprawdzie autorzy nie badali tutaj zachowania L-karnityny względem GR komórek mięśni, to jednak doświadczenia pokazują, że specyfika reakcji receptorów steroidowych kości i mięśni jest taka sama, dlatego też właśnie kortyzol działa negatywnie, zaś testosteron pozytywnie, jednocześnie na masę mięśniową i kostną. W związku z tym mamy prawo podejrzewać, że L-karnityna obniża aktywność transkrypcyjną receptorów glikokortykosteroidowych, specyficznych dla tkanki mięśniowej, czyli obniża ostatecznie aktywność kataboliczną kortyzolu.

Testosteron powiększa masę mięśniową m.in. w ten sposób, że pobudza syntezę bodaj najsilniejszego, tkankowego hormonu anabolicznego – insulinopodobnego czynnika wzrostu typu 1 (IGF-1).

Jeżeli więc L-karnityna ma ambicję pretendować do miana SARM czy mimetyka testosteronu, powinna również podnosić poziom IGF-1. Gdybyśmy rzeczywiście spotykali się z takim efektem, tłumaczyłoby to obserwowany w „szczenięcych latach karnityny” wpływ torulityny na stymulację wzrostu młodych zwierząt, gdyż – jak wiadomo – IGF-1 jest posłańcem hormonu wzrostu (GH), pobudzającym rozwój mięśni i kości. Popatrzmy więc: w jaki sposób kształtują się relacje pomiędzy L-karnityną a IGF-em.

O tym, że L-karnityna faktycznie wpływa pozytywnie na produkcję IGF-1 i anaboliczne szlaki sygnałowe tego hormonu, przekonuje nas kilka prac wykonanych z wykorzystaniem zwierzęcych modeli badawczych. Obok klasycznych badań laboratoryjnych na gryzoniach (Mohamed – 2010, Keller – 2013), mamy tu również doświadczenia na zwierzętach hodowlanych (Waylan – 2005, Keller – 2011), nawiązujące niejako ideowo do wczesnych prac nad torulityną, której podawanie w bardzo wysokich dawkach  prowadziło do osiągania olbrzymiego wzrostu przez zwierzęce oseski. Mało tego: jak wynika z dwóch badań cytowanego wyżej autora (Keller – 2011 i 2013) – L-karnityna nie tylko aktywuje szlaki sygnałowe IGF-1 kierujące wzrostem i rozwojem umięśnienia, ale jednocześnie hamuje przy tym konkurencyjne szlaki kataboliczne sterujące degradacją muskulatury.

Natomiast El Hana sprawdziłć w 2006 roku – jak wygląda ta sprawa w przypadku dzieci. Chodziło tutaj o małych pacjentów poddawanych dializoterapii, cierpiących z powodu chronicznej niewydolności nerek. Ponieważ dializy, jak pamiętamy, generują niedobory L-karnityny, a ta jest jakoś niezbędna do produkcji IGF-1, dlatego poddawane im dzieci bardzo wolno rosną i słabo przybierają na wadze. Kiedy jednak autor tej pracy podawał 20 małym pacjentom przez pół roku po 50 mg L-karnityny na kilogram wagi ciała dziennie, odnotował średni przyrost wagi, wzrostu, obwodu ramienia i poziomu IGF-1 o – odpowiednio – 7.55, 3.6, 4.65 i 5.05 procent.

Kończąc wątek relacji pomiędzy L-karnityną a IGF-1, warto może wspomnieć o jeszcze jednym badaniu z udziałem ochotników: chodzi tutaj o pracę Di Marzio z 1999 roku, której autor uzyskał wysoki wzrost poziomu IGF-1 u nosicieli wirusa HIV, podając im przez 5 miesięcy po 3 g acetylo-L-karnityny dziennie.

A co do relacji z innymi hormonami anabolicznymi i katabolicznymi – to L-karnityna zwiększa poziom tlenku azotu (NO) u trenujących siłowo atletów (Bloomer, 2007), a jednocześnie obniża poziom IL-1 beta i TNF alfa u zwierząt i ludzi (De Simone – 1993, Alesci – 2003, Miguel-Carrasco – 2008). A cząsteczka gazowego tlenku azotu jest potężnym hormonem anabolicznym. NO silnie pobudza produkcję folistatyny, a nieznacznie hamuje wytwarzanie miostatyny (Pisconti, 2006). Folistatyna wiąże miostatynę i pozbawia ją w ten sposób aktywności. Natomiast IL-1 beta i TNF alfa to z kolei silne, tkankowe hormony kataboliczne, aktywujące m.in. czynnik transkrypcyjny NF-kB pobudzający geny komórek mięśniowych do produkcji miostatyny. Skoro więc L-karnityna zwiększa poziom tlenku azotu, a jednocześnie obniża IL-1 beta i TNF alfa, mamy prawo podejrzewać, że tym samym blokuje produkcję i hamuje aktywność miostatyny, chociaż nikt tego jeszcze bezpośrednio nie udowodnił. A nad stopującą rozwój umięśnienia miostatyną nie muszę się chyba rozwodzić, gdyż pewnie wszyscy bardzo dobrze znamy ten bodaj najsilniejszy hormon kataboliczny i antyanaboliczny.

Anabolik po raz trzeci

W materiałach naukowych firmy Kaneka możemy znaleźć opracowanie badania, niepublikowanego niestety w sieci, w którym porównywano anaboliczną aktywność flawonoidów lukrecjowych (LFO) i L-karnityny. Co ustalono? Podawanie przez miesiąc L-karnityny, w porównaniu z kontrolną, powiększyło masę mięśni kończyn dolnych myszy o ok. 25 procent; podawanie LFO dało lepszy wynik – wzrost o ok. 55 procent. Wynik niezmiernie spektakularny, tyle że nadmiernie rozdmuchany entuzjazm studzą tu nieco zastosowane dawki. Z drugiej jednak strony – jeżeli 10 kapsułek L-karnityny dziennie miałoby skutkować 25-procentowym przyrostem „suchej” masy mięśniowej w przeciągu miesiąca, w porównaniu z kolegami trenującymi „na czysto”, to koszty suplementacji wydają się całkiem realne, a cała inwestycja wygląda dość opłacalnie.Bardzo ciekawie wyglądały też badania z udziałem ochotników, a szczególnie… 66 stulatków. W doświadczeniu, którego wyniki opublikowano w 2007 roku, Malaguarnera podzielił stulatków na dwie grupy, jednej podawał codziennie 2 g L-karnityny, drugiej zaś – placebo. Po półrocznej suplementacji okazało się, że w grupie placebo doszło do wzrostu tłuszczowej i beztłuszczowej masy ciała – odpowiednio – o 0.6 i 0.8 kg, podczas gdy w grupie L-karnityny masa tłuszczowa obniżyła się o 1.8, zaś masa mięśniowa wzrosła o 3.8 kilograma.

Nas oczywiście najbardziej zainteresują rezultaty uzyskane w badaniach z udziałem osób trenujących siłowoa takich aktualnie mamy przynajmniej dwa:

Jacobs podawał w 2010 roku trenującym siłowo mężczyznom – albo różne dawki L-karnityny w postaci glicynianu propionylo-L-karnityny, albo celulozę – jako placebo. Niestety, autora tej pracy interesował jedynie wpływ suplementacji L-karnityny na poprawę parametrów siłowych mierzonych w kilku testach sprinterskich. Niespodziewanie, najlepsze wyniki dawała najniższa dawka L-karnityny – 1.5 g, zaś dawki 3.0 i 4.5 g były tutaj zupełnie nieefektywne. Ostatecznie więc glicynian propionylo-L-karnityny, stosowany w dawce 1.5 g na dobę przez 4 tygodnie, poprawiał w porównaniu z placebo, w przedziale 3-6 i 2-5% – odpowiednio – szczytową moc i średnią siłę mięśni.

Kończąc, nie sposób nie przypomnieć badania wspominanego już wyżej, gdzie to Stephens podawał w 2013 roku 12 trenującym rekreacyjnie atletom dwa razy dziennie – albo 80 g węglowodanów, albo 80 g węglowodanów plus 2 g winianu L-karnityny. Po zakończeniu 12-tygodniowego eksperymentu okazało się, że atleci z grupy węglowodanowej przybrali średnio 1.8 kg tłuszczu, a utracili 200 g beztłuszczowej masy ciała, czyli głównie tkanki mięśniowej. Natomiast w grupie węglowodanowo-karnitynowej waga tłuszczu ani drgnęła w górę, za to masa mięśniowa wzrosła średnio o 400 gramów.

Spalacz na masę!

Tak więc, dobrze znana i przebadana jako spalacz tłuszczu L-karnityna okazuje się jednocześnie bardzo efektywnym anabolikiem.

Wygląda na to, że – aby mięśnie wzrastały we właściwym tempie – muszą być odpowiednio nasycone L-karnityną. Mamy więc tutaj analogiczną sytuację, jak w przypadku kreatyny. A ostatnio zaleca się ciągłą suplementację umiarkowanych dawek kreatyny, aby mięśnie dysponowały cały czas maksymalnym jej zasobem. Identycznie powinniśmy chyba podejść więc do problematyki suplementacji L-karnityny. Problem jedynie w tym, że zdolność mięśni do magazynowania L-karnityny jest co najmniej porównywalna, a prawdopodobnie nawet większa niż kreatyny, a pierwsza substancja jest od drugiej w przybliżeniu 3-krotnie droższa. Najczęściej zakłada się, że do pełnego wysycenia mięśni, przy suplementacji ciągłej, wystarczają 4-, 5-gramowe, dzienne porcje kreatyny. Natomiast L-karnityna wysyca w pełni mięśnie w przeciągu 4 tygodni przyjmowana w dawce 100 mg/ kg wagi ciała (Silverio, 2011). Z drugiej jednak strony, jak wyżej widzieliśmy, L-karnityna wykazywała bardzo przyzwoite rezultaty w postaci przyrostu masy mięśniowej u stulatków i atletów już w dawce 1.5-2 g (2 g winianu to bowiem w przybliżeniu 1.5 g czystej L-karnityny), gdy przyjmowana była relatywnie długo: 3-6 miesięcy. Prawdopodobnie więc ta mniejsza dawka też całkowicie wysyca tkankę mięśniową, tyle że w dłuższym czasiej. Ostatecznie najbardziej racjonalne, dla właściwego rozwoju umięśnienia trenujących siłowo , wydaje się ciągłe przyjmowanie kreatyny i L-karnityny w dawkach: 4 i 2 gramy dziennie. Niemniej, jeżeli ktoś zapragnie zweryfikować wyniki omówionego wyżej badania na szczurach, gdzie przeliczona na przeciętnego człowieka, 10-gramowa, dzienna dawka L-karnityny skutkowała w przeciągu miesiąca, w porównaniu z kontrolą, 25-procentowym przyrostem masy mięśni, będzie to niewątpliwie bardzo ciekawe, życiowe doświadczenie.